kościół murowany,  legendy wielkopolskie,  Miasto,  pałac,  Powiat pleszewski- zabytki i atrakcje,  świątynie,  Wielkopolskie zamki, pałace i dwory

Chocz

Miasteczko w powiecie pleszewskim, siedziba gminy Chocz. Liczy około 1700 mieszkańców. Pierwotnie był to gród książęcy przy trakcie Pyzdry-Kalisz, notowany w dokumentach od 1294 roku jako „Chodecz”. Prawa miejskie nadano Choczowi w XVI wieku i jako miasto występuje już w źródłach pisanych z 1521 roku. Wojny szwedzkie w połowie XVII wieku oraz odebranie przez Kazimierza Lipskiego mieszkańcom większości przywilejów przyczyniły się do upadku gospodarczego miejscowości. Chocz stracił prawa miejskie w 1870 roku, następnie odzyskał je w 2015 roku.

Planujesz zwiedzanie miasta? Nocuj w Choczu i okolicach!

Klasztor

Klasztor w Choczu sięga swymi korzeniami pierwszej połowy siedemnastego wieku. Początek założenia wiąże się z decyzją sprowadzenia franciszkańskich reformatorów do tej miejscowości. Fundatorem pierwszych drewnianych budynków był pochodzący z tej miejscowości biskup kujawski Andrzej Lipski. Zrobił to nie bez powodu. XVI i XVII wiek to okres związany z Kontrreformacją, jego celem było więc zmniejszenie zasięgu wyznań protestanckich w regionie. Warto wiedzieć, iż ówczesny Chocz to, obok Koźminka, jedna z najstarszych siedzib Braci Czeskich w regionie. Ówcześni właściciele dóbr chockich byli protektorami innowierców. Lipski oddalił więc Braci Czeskich i dla wzmocnienia katolicyzmu wybudował w 1620 roku kolegiatę, o której przeczytamy zapewne już niebawem. W 1623 roku, aby zapobiec powrotowi innowierców, sprowadził zakonników reformackich i ufundował dla nich kościół z klasztorem. Sto lat później postanowiono zastąpić drewniane obiekty murowanymi. Jak wyglądają one dzisiaj? Składają się z kościoła św. Michała Archanioła o jednolitym rokokowym wyposażeniu wnętrza wykonanym w latach 1750-1751 w warsztacie rzeźbiarza Józefa Eglauera w Kaliszu oraz skrzydła południowego i krużganka z dawnych zabudowań klasztornych.

Klasztor w Choczu
Klasztor w Choczu

Losy tutejszych Braci Mniejszych były niezwykle skomplikowane. Już na samym początku swojego istnienia natrafiono na pierwszy problem, który urósł do rangi legendy powtarzanej na wiele sposobów. Jedna z nich opowiada o zakonnikach, którzy tak bali się swojego pozbawionego skrupułów przeora, że… uciekli stąd razem z ołtarzem do Pleszewa. Mieli tam zbudować kościół nadając mu wezwanie św. Floriana oraz tymczasowy budynek klasztorny, w którym na pewien czas zamieszkali. Jak się okazuje jest w tym ziarno prawdy…, a nawet więcej niż ziarno. W 1626 roku faktycznie bracia zostali usunięci z klasztoru ze względu na zeświecczenie konwentu, przenieśli się wówczas do Pleszewa, gdzie zajęli niewielki kościółek
pw. św. Floriana. Jedenaście lat później ks. kanonik Marcin Kaliński poprosił ich o powrót. Tak też się stało – zakonnicy wrócili do pełnienia posług sakralnych, przyznano im także rację co do prześladowania.

Jak większość klasztorów w Polsce również i ten został w okresie zaborów skasowany, jednak w 1920 roku bracia wrócili do swojego domu – jak się okazało, nie na długo. Początkiem dalszych problemów była II wojna światowa, wówczas obiekt doznał poważnynych szkód, nie oszczędzono także samych zakonników. Przełożony klasztoru o. Euzebiusz Huchracki został zamęczony w obozie koncentracyjnym w Dachau. Zaledwie dwanaście lat po zawierusze wojennej historia z wygnaniem powtórzyła się. Od tego czasu klasztor zamieszkiwały siostry zakonne, które opuściły go ostatecznie w 2002 roku. Przez kilka lat opuszczony budynek niszczał, aż do kolejnego powrotu braci, tym razem na dobre. Pojawili się w 2005 roku (na zaproszenie biskupa kaliskiego Stanisława Napierały), zwrócono im kościół wraz z klasztorem. Jednocześnie powierzono im prowadzenie miejscowej parafii pod wezwaniem św. Andrzeja Apostoła. Obiekty doprowadzono do wzorowego stanu i znów wróciło tutaj życie zakonne. 10 czerwca 2012 roku klasztor w Choczu przeżył swoje ponowne poświęcenie, którego dokonał wikariusz prowincji Wniebowzięcia NMP Zakonu Braci Mniejszych w Polsce
o. Antoni Brząkalik w asyście licznie zgromadzonych braci oraz kapłanów diecezji kaliskiej.

“Podobno któryś z opatów klasztoru w Choczu tak prześladował
zakonników, że ci pewnego razu uciekli, zabierając ze sobą wielki ołtarz z kościoła klasztornego.
Schronili się w Pleszewie i tu na przedmieściu wybudowali drewniany kościółek. Później reformaci
pogodzili się z opatem i powrócili do klasztoru, ale zbudowana przez nich świątynia pozostała“.

Kościół pw. Wniebowzięcia NMP oraz pałac infułatów

Kolegiata w Choczu wraz z przylegającym do niej pałacem infułatów stanowi zupełnie unikatowy zespół budowli. Spójne połączenie rezydencji, której początki sięgają czasów króla Kazimierza, z kościołem to niezwykła rzadkość. Tym bardziej, że do dzisiaj zachowało się wiele oryginalnych elementów z przeszłości, łącznie z bogatym wyposażeniem. Czy uda się zachować to dziedzictwo dla następnych pokoleń?

„Z chockiej kolegiaty najbliższa droga do nieba”-tak niegdyś mówiono o słynnym chockim kościele. Skąd wzięła się ta sława? Trzeba wrócić do samych początków Chocza. Pierwszym znanym właścicielem tej miejscowości był Bartosz Werenborg – „w roku 1382 w czasie zamieszek po śmierci króla Ludwika, Bartosz, starosta odolanowski zabrał tutaj dom, niegdyś przez króla Kazimierza Wielkiego wymurowany, z którego zrobiwszy zameczek, osadził go swoimi ludźmi, sam potem po moście na rzece Prośnie ruszył na oblężenie Koźmina”.

Mijały wieki, zmieniali się właściciele Chocza, w międzyczasie powstał klasztor z kościołem reformatów, pojawili się także Lipscy – niezwykle wpływowa, jak na owe czasy, rodzina. W 1629 roku, po odziedziczeniu Chocza przez biskupa kujawskiego Jędrzeja Lipskiego, rozpoczęto budowę kościoła „na wyspie Prosny przy dawnym zamku”. Fundację miał potwierdzić, zresztą niedługo przed swoją śmiercią, sam król Zygmunt III Waza. Wprowadzono wówczas zasadę, iż proboszczem kolegiaty mógł być tylko członek rodziny Lipskich herbu Grabie. Oprócz licznych przywilejów, m.in. możliwości noszenia infuły, były też obowiązki. Każdy proboszcz z otrzymywanych funduszów musiał utrzymywać w szkołach dwunastu uczniów z rodziny Lipskich – sześciu w kraju i sześciu za granicą.

Infułaci mieszkali tuż przy kościele, dla ich komfortu wzniesiono nawet bogato zdobiony pałac ściśle połączony ze świątynią. W obecnym kształcie powstał on dopiero w latach 80. XVIII wieku, jednak tradycja rezydencji w tym miejscu jest znacznie dłuższa. Jest to okazały budynek z pomieszczeniami reprezentacyjnymi zlokalizowanymi na pierwszym piętrze. Bogate dekoracje sztukatorskie w pałacu i kościele wykonał ten sam zespół, który później zdobił pałac Lipskich w Lewkowie, dzisiejsze Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej.

Do czasów obecnych zachowało się tylko kilka zdobionych sal- w największej z nich znajdują się medaliony chockich infułatów. Swojej pierwotnej funkcji, jako reprezentacyjna siedziba chockich infułatów, pałac nie pełnił długo, bowiem w 1819 roku kapitułę zlikwidowano. W dalszej kolejności był wykorzystywany jako probostwo, a w okresie II wojny światowej… jako warsztat koszykarski i magazyn. Później co prawda był poddawany renowacji, jednak do swojej świetności już nigdy nie wrócił. Obecnie rezydencja stoi niewykorzystana i czeka na lepsze czasy.

Wnętrze pałacu Infułatów w Choczu
Wnętrze pałacu Infułatów w Choczu
Wnętrze pałacu Infułatów w Choczu

Wracając do samego kościoła, jak wiadomo został on wzniesiony w bliskim sąsiedztwie Prosny. Dawało to piękną panoramę, bliskie sąsiedztwo klasztoru, z którym tworzył kompleks budynków sakralnych, jednak niosło to ze sobą ogromne problemy. Już wówczas konstrukcja nie była stabilna, z czego doskonale zdawano sobie sprawę. W latach 1781-90 z fundacji opata lubińskiego i prepozyta kapituły chockiej Kazimierza Lipskiego do wczesnobarokowego prezbiterium dobudowano wczesnoklasycystyczny korpus nawowy. Starano się w ten sposób wzmocnić i powiększyć całość. We wnętrzu do wykonania sklepienia, zamiast cegły użyto lżejszego drewna, świetnie to zresztą maskując. Problem występował jednak nadal… Powstała nawet legenda – gdy kolegiata w końcu się zawali odkryją się beczki wypełnione kosztownościami na budowę nowego kościoła, w innym miejscu. Legenda, legendą, ale lepiej, aby do tego nie doszło. Obecnie kościół jest nieczynny, wymaga pilnych napraw mających na celu zabezpieczenie ścian. Sytuacja jest na tyle poważna, iż obecnie wszystkie Msze Święte przeniesiono do kościoła klasztornego. Sama parafia, chociaż bardzo zaradna, nie jest w stanie ponieść gigantycznych kosztów renowacji świątyni. Samo zabezpieczenie obiektu może kosztować nawet 2 mln złotych, a co tu dopiero mówić o detalach. Dobre wiadomości dotarły do parafii z początkiem lutego br, jakoby Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego udzieliło wsparcia na remont w postaci 300.000 zł. Powołane stowarzyszenie „Ratujmy naszą kolegiatę” nadal jednak szuka z całą parafią dalszych możliwości ratowania obiektu. Chociaż legendarne kosztowności ukryte w fundamentach kościoła kuszą, lepiej, aby zostały na swoim miejscu…

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Exit mobile version