Wnętrze dworu w Koszutach
Najlepsze w Wielkopolsce,  wycieczki i zwiedzanie Wielkopolski

Śladami książki Marianna i róże

„Marianna i róże” to swojego rodzaju pamiętnik napisany przez Janinę Fedorowicz oraz Joannę Konopińską na podstawie zachowanego archiwum rodziny Malinowskich i Jasieckich. Szczęśliwie ocalałe wspomnienia ze słynnego, rodzinnego kufra pochodzą z przełomu XIX i XX wieku, pokazując przy tym dzieje ziemiańskiej rodziny, jej zwyczajów i tradycji, spisane pierwotnie przez Mariannę z Malinowskich Jasiecką dla jej dzieci. Z opowieści wyłania się obraz wielkopolskiego dworu szlacheckiego oraz zamieszkującej go rodziny na tle burzliwych dziejów. Miejsca opisane w książce istnieją naprawdę, więc mimo mieszania faktów z fikcją literacką, to niezwykle ciekawa propozycja dla wszystkich miłośników ziemiaństwa oraz krajoznawstwa.

Marianna i róże

Mapa osadzona - pokaż w trybie pełnoekranowym

Nie sposób omówić całej książki- zapewne miłośnicy tego typu literatury mają już taką lekturę dawno za sobą. Czytając poszczególne strony starałem się wydobyć ciekawostki oraz miejsca opisane w książce w taki sposób, aby podróż do tych znanych i nieznanych wcześniej lokacji dostarczyła nam zupełnie nowych wrażeń. Pokusiłem się także o stworzenie czegoś w rodzaju szlaku, który przeniesie nas w klimat dawno minionych czasów oczami ludzi z minionej epoki. Ten wpis to bardziej przewodnik niż streszczenie publikacji, warto więc przed wyruszeniem w trasę zabrać książkę do ręki. Wydarzenia w niniejszym materiale nie są ujęte chronologicznie- kluczem był dogodny dojazd. Początek musi być jednak tylko jeden…

Polwica

Marianna z Malinowskich Jasiecka, swoją drogą to babcia Joanny Konopińskiej, i jej mąż Michał (będący uprzednio zarządcą dóbr w Pakosławiu) kupują pod koniec XIX wieku swój pierwszy majątek i tutaj rozpoczyna się opowieść. To niewielki dwór w Polwicy, w którym zamieszkują z piątką dzieci oraz matką Marianny, Różą z Hoppów Malinowską. Ambicją Michała jest stworzenie w Polwicy wzorowego gospodarstwa i temu zadaniu poświęca większość swojego czasu. Jego żona dba o dom i potomstwo, tak jak przystało na przykładną Wielkopolankę. Jest to okres nasilającej się germanizacji, wykupowania ziemi przez zaborczy rząd i przekazywania jej niemieckim osadnikom. Priorytetem staje się więc utrzymanie jak największej ilości majątków w polskich rękach, a przy tym podnoszenie poziomu gospodarki, unowocześnianie rolnictwa oraz wspieranie włościaństwa. Jasieccy są przy tym gorącymi zwolennikami ruchu spółdzielczego oraz kółek rolniczych. Czynią usilne starania o utrzymanie dobrych stosunków pomiędzy dworem a wsią.

Dwór w Polwicy

Dlaczego, oprócz kwestii majątkowych, padło akurat na Polwicę? Panna Sczaniecka wiedziała, że w dworku w Polwicy przed wielu laty, bo w 1819 roku, przyszedł na świat zasłużony dla Wielkopolski działacz demokratyczny i poeta, osobisty jej znajomy, Ryszard Wincenty Berwiński. Nie żyje on już od lat chyba trzynastu, zresztą w roku 1854 wyjechał na stale z Wielkopolski aż do Turcji i tam zmarł w Konstantynopolu, zdaje się w 1879 roku – pamiętam rozmowy o nim na plebanii w Komornikach za życia stryja. W czasie swej młodości Ryszard Berwiński był znany w Wielkim Księstwie Poznańskim jako jeden z głównych organizatorów powstania w 1848 roku, także jako poseł do sejmu pruskiego w Berlinie, gdzie bronił odważnie spraw polskich. Bliski znajomy panny Sczanieckiej, dawny druh doktora Karola Marcinkowskiego, żyje on nadal w jej sercu; uznała ona, że gniazdo rodzinne Ryszarda Berwińskiego należy ustrzec przed zniszczeniem i że ona sama w tym dopomoże. Dlatego przy sprzedaży Polwicy przez ówczesnych właścicieli Niegolewskich nabywcą majątku został dzięki pomocy panny Sczanieckiej nie kto inny, tylko Michał.

Zatrzymajmy się na chwilę przed opuszczonym dworem. W czasach, kiedy mieszkali tu Jasieccy nie było dobudówki. Był za to piękny ogród i sad, który doglądała Marianna i przykładne, dobrze utrzymane gospodarstwo Michała. Dom mieszkalny, z zewnątrz może niezbyt okazały choć miły dla oka, jest jednak obszerny, ciepły i suchy, a rozkład pokoi ma wygodnie pomyślany. Zamiast czterech niedużych pokoi, jakie mieliśmy w Pakosławiu, zajmujemy tu pięć wielkich, ładnych pokoi i dwa mniejsze, których jeden, bardzo słoneczny i wesoły, należy do mojej matki, zwanej przez dzieci Busią. (…) mamy tu jeszcze obszerną kuchnię, kreden, spiżarnię, łazienkę i ubikację oraz przy kuchni dwa pokoiki służbowe. Mamy też ładne pięterko z trzema pokoikami dla córek oraz nauczycielek (…). Dom jest zwieńczony dachem, który nadaje miły wygląd. Ozdobą posiadłości jest malownicze otoczenie, mianowicie trzy stawy, mały park i duży ogród, który zamierzam utrzymywać jak najładniej i wzbogacać w miarę możności w nowe drzewa oraz kwiaty. Budynki gospodarskie są porządne, większość pokryta dachówką, tylko stodoła ma jeszcze słomianą strzechę. (…) Michał z dumą pokazywał Józi całą oborę, nie zwracając uwagi na jej minę, wskazującą, że zapachy obory nie są znów tak miłe.

Z późniejszych opisów wiemy, że w salonie mamy garnitur mahoniowy kryty czerwonym brokatem, złożony z sześciu foteli i kanapy oraz owalnego stołu, pod którym to garniturem leży puszysty dywan. Ukosem postawione jest pianino, z obu jego stron leżą na podłodze owalne, oryginalne dywaniki perskie. W narożniku szafka z kryształowymi szybami, na niej stoi wazon srebrny wenecki. Przed kanapą stolik inkrustowany. Na nim serweta Toledo, a niżej tacka z wizytówkami. Między oknami stoją dwa stoliki pokryte tiulowymi serwetkami, a na nich dwa srebrne kandelabry, każdy na 20 świec. Kandelabry mają kryształowe profitki. Dalej stolik hebanowy z serwetką żółto-zieloną, tacą i garniturem do palenia. Na prawo etażerka, nad nią obraz Matki Boskiej della Sedia, piękna kopia szkoły weneckiej z XVIII wieku w złoconych ramach. Przy piecu parawanik czarny jedwabny haftowany po japońsku w pawie i kwiaty jabłoni. Na środku stół okrągły rzeźbiony z drzewa orzechowego, przykryty serwetą ręcznej roboty koronkowej. (…) Na ścianach salonu 9 dobrych obrazów oryginalnych, przedstawiających głównie las, drzewa, piękne widoki i kwiaty… (…) Ponadto w salonie w biblioteczce zgromadziliśmy około pięciuset książek. Po tych krótkich fragmentach już widać jak bardzo sugestywne i bogate są opisy. Jaki to musiał być piękny dom… Obecnie całość sprawia bardzo przygnębiające wrażenie. Dwór w Polwicy, tak jak tysiące innych majątków ziemskich, został rozkradziony i zdewastowany. Może uda się jeszcze uratować ten zabytek dla potomnych.

Zaniemyśl

Z Polwicy wyruszmy w dalszą podróż razem z naszymi bohaterami. Czekają na nas piękne rezydencje ziemiańskie, muzea oraz kościoły. Nieuprzedzając faktów, oddajmy głos Mariannie. Wycieczka nasza przypadła w piękny i nawet niezbyt upalny dzień lipcowy. Wyjechaliśmy wcześnie rano, jeszcze po rosie, po lekkim śniadaniu, które podała nam Bejmowa, ładując równocześnie do powozu wielki majówkowy koszyk z zapasami jedzenia na drogę. Wkrótce minęliśmy czyściutki Zaniemyśl, rzuciwszy okiem na zieloną Wyspę Edwarda na miejscowym jeziorze, na której Raczyński tragicznie dokonał doczesnego żywota w 1845 roku. Wspomniana wyspa należy do jednych z ciekawszych atrakcji przyrodniczych w Wielkopolsce. Dostaniemy się na nią mostkiem pontonowym, który sam w sobie stanowi niemałą ciekawostkę. Do dzisiaj stoi tu także drewniany domek szwajcarski z początku XIX wieku.

Wyspa Edwarda

Antoś i Stasia koniecznie chcieli zobaczyć na cmentarzu pomnik trojga dzieci Thomasów, więc zatrzymaliśmy się tam, składając na tej smutnej mogiłce kwiaty zebrane w tym celu przeze mnie z Polwicy. (…) Mimo poszukiwań nie udało mi się znaleźć takiego grobu. Może ktoś inny będzie miał więcej szczęścia? Pojechaliśmy z Zaniemyśla na Małe i Wielkie Jeziory, ciesząc oczy nadzwyczajnym urokiem krajobrazu. Takich błękitnych jezior, zielonych lasów i złocących się w słońcu żyznych pól nie ma nigdzie w świecie poza naszą Wielkopolską.

Mądre

Świątynię w Mądrych poznajemy jako cel dziękczynnej pielgrzymki Marianny i starszych córek. Udajmy się więc do niej wspólnie z naszymi bohaterami.

Kościół w Mądrych

Na dzień naszej pielgrzymki wybrałam wtorek. Mimo sierpnia dzień nie był upalny, lecz pochmurny i przez to raczej chłodny, deszcz nie padał. Z Polwicy do Mądrych jest kawal drogi – jak Michał obliczył, około 10 kilometrów. Ponieważ obawiałam się o siły najmłodszych – Maryńci i szczególnie Jadzi – a nie chciałam zabronić im udziału w pobożnej pielgrzymce, po naradzie z Michalem zdecydowałam, że w parę godzin po naszym wyjściu z domu wyjedzie z Polwicy do Mądrych powóz, do którego w razie silnego zmęczenia będą mogły wsiąść dziewczynki. W powozie miało się też znajdować przygotowane na drogę jedzenie i picie. Ksiądz doktor Marszewski sprzeciwił się zamiarowi wędrówki na czczo, jaki wyraziłam. Powiedział mi, że rozsądek zakazuje nadmiernego i niepotrzebnego wyczerpania, a do komunii świętej dziękczynnej możemy przystąpić już po pielgrzymce w kościele parafialnym w Śnieciskach. Tak więc po śniadaniu, ubrane stosownie do drogi, w lekkim obuwiu, wyruszyłyśmy przed siódmą rano z Polwicy do Mądrych. Droga początkowo prowadziła nas do Śniecisk. Dopiero przy zakręcie tej drogi w zwykłym dla nas kierunku na lewo ku wsi i kościołowi, tym razem skręciłyśmy na prawo i poszłyśmy niezbyt wygodną, pokrytą polnymi kamieniami drogą w stronę nigdy przez nas nieoglądaną. Nie pozwoliłam dziewczynkom gadać bez przerwy, uważając, że należy zachować powagę stosowną do pobożnej pielgrzymki. Różyczka ciągle wybiegała naprzód, blisko niej trzymała się Maryńcia. Z jednej strony mnie szła Zosia, z drugiej zaś trzymała się mego boku najmłodsza w naszym gronie Jadzia. Szłyśmy dość wolno, bo nie chciałam zmęczyć młodszych dziewczynek. Chodziło jednak o ich intencje, której nie mogłam przecież nie przyjąć. Od Śniecisk droga wspinała się łagodnie ku górze, zacieniały ją z obu stron piękne drzewa – lipy, brzozy i graby, a naokolo szumiały cicho łany zbóż. Było pusto i cicho. Dopiero po wejściu na wzgórze ujrzałyśmy z daleka na horyzoncie wieże kościoła Świętej Jadwigi w Mądrych, cel naszej pielgrzymki. (…) Kościół prześlicznie usytuowany na porosłym drzewami oraz krzewami wzgórzu. Kamienne schody prowadzą wśród gąszczu bzów przed próg świątyni. Wyobrażam sobie, jak tu musi być w maju. W góry przed kościołem olbrzymia lipa, taka, jakiej by się chyba nie powstydził Jan Kochanowski z Czarnolasu.

Kościół w Mądrych

Góra

Jasieccy gościli w wielu miejscach- w jednych na dłużej, a w innych tylko przejazdem. W miejscowości Góra w powiecie jarocińskim byli tylko na chwilkę, lecz warto wpisać ją w program wycieczki z uwagi na fakt, że na przełomie XIX i XX wieku majątek należał do niemieckich posiadaczy ziemskich, którzy stanowili sporą i nie zawsze uczciwą konkurencję dla polskiego ziemiaństwa. Cieszyłam się bardzo tą przejażdżką, bo mało znam te strony Wielkopolski. Cały świat wydawał się tak piękny w wiosennym słońcu! Gdy mijaliśmy Górę, stanowiącą niegdyś dziedzictwo Szołdrskich, znakomitego i zasłużonego rodu Łodziów, dojrzeliśmy z daleka w głębi parku gotyckie jakieś wieżyczki zamku nowo wzniesionego przez obecnego niemieckiego właściciela tej majętności. Co bypowiedzieli spoczywający w grobach dawni posiadacze na ten zbudowany na ich ziemi zameczek, przypominający nadreńskie burgi? Obecnie pałac pełni funkcję domu dziecka, więc jego dostępność może być ograniczona. Nie liczyłbym także na jego zwiedzanie, tak jak Jasieckim powinno nam wystarczyć zobaczenie zabytku z pewnej odległości. Po Szołdrskich zostały chociażby obiekty folwarczne, dzisiaj zaniedbane.

Pałac w Górze

Jaraczewo

Jaraczewo ma dużo uroku cichej mieściny. Na środku rynku stoi ratusz dopasowany wielkością do tej małej osady, ładnie pomalowany na jasny, kremowy kolor. Wokół domki prawie jak zabawki, ale wszystkie czyste, schludne, przyjemne. Następnego dnia rankiem wstąpiliśmy na chwilę do kościoła, gdzie znajdują się grobowce Jaraczewskich, odgałęzienia starożytnego rodu Zarembów. Wychodząc z parku okalającego kościół, napotkaliśmy proboszcza, który okazał się dobrym znajomym pana Królaka. Zaprosił nas zatem na filiżankę kawy z pyszną śmietaną. Współczesne Jaraczewo trudno uznać za ciekawe miejsce do spędzania urlopu. Dawniej zapewne rynek miał coś w sobie z uroku małych miejscowości, lecz dzisiaj przecina go ruchliwa droga. Na próżno szukać tutaj także dawnego ratusza. Został się za to kościół, właściwie jedyny wartościowy zabytek miasteczka, który odwiedzili nasi bohaterowie.

Kościół w Jaraczewie

Borek

Na plebanii w Jaraczewie miło było przebywać, ale Michał dał znak i pożegnawszy się z gościnnym gospodarzem, ruszyliśmy dalej. Dobrze utrzymaną żwirową droga przejeżdżaliśmy przez majętności, które niegdyś były własnością rodzin polskich, a dziś do obcokrajowców należą. Prześliczny Borek, w którym kościół nosi na frontonie herby Polski i Litwy z napisem „Decus Maioris Poloniae”, został kupiony przed kilkudziesięcioma laty przez barona Karola Graeve. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo wypadki przechodzenia ziemi z rąk polskich w niemieckie nie są odosobnione, gdyby nie fakt, że baron Graeve tak pokochał naszą ziemię, iż syna Aleksandra wychował na patriotę Polaka. Z szacunkiem spojrzeliśmy też na wspaniały grobowiec rodzinny tego rodu, położony w pobliżu kościoła. O kościele w Borku mówią, że wyjątkowo jest tu skuteczna modlitwa o dobrego męża czy dobrą żonę, zwłaszcza wznoszona przy pierwszym odwiedzeniu tej pięknej świątyni. Ale to tylko taka legenda. Legend o świątyni jest więcej- to zresztą jeden z cenniejszych zabytków sakralnych okolicy i z pewnością warty jest odwiedzenia. Sanktuarium to rokrocznie przyciąga zresztą sporo wiernych.

Sanktuarium w Borku
Kaplica grobowa

Piaski

Tuż przed Gostyniem leży wieś Piaski, własność niegdyś sprzyjającego innowiercom Karola Leszczyca Koszutskiego, kasztelana śremskiego. Pamiątką po nim jest zbór ewangelicki. Właśnie przy zborze, na cichym zielonym cmentarzu znajduje się wielki kamień grobowy z częściowo zatartym już napisem takiej treści: „Żył dla ojczyzny, dla swoich i nieszczęśliwych, jako prawy syn, dobry ojciec i cnotliwy ziomek. D.30 stycznia 1840 roku przeniósł się do wieczności, w 70 r.życia. Przechodniu, kochałeś kiedy ojca, zapłacz na tym grobem”. Głaz kryje zwłoki Teodora Żychlińskiego, kapitana wojsk polskich Księstwa Warszawskiego, zmarłego w Zalesiu w gościnie u szwagra Karola Stablewskiego. Grób taki napełnia serce smutną zadumą. Jeszcze minie kilkanaście lat, myślałam, stojąc nad grobem, a niszcząca wszystko ręka czasu napis ten do reszty zetrze, a znim pamięć o zacnym człowieku. To niesamowite, ale grób wraz z napisem przetrwał do naszych czasów. Oryginalny napis i dzisiaj jest słabo czytelny, lecz co ciekawe różni się nieznacznie od tego w książce. Polecam samemu zabawić się w detektywa i znaleźć różnicę. Nie sposób pominąć także kościoła pw. Niepokalanego Serca Maryi. Powstał on w latach 1775-1782 z fundacji Karola Koszutskiego. Pierwotnie był to zbór kalwiński i służył miejscowej parafii do 1945 roku. Świątynia posiada konstrukcję szachulcową, wypełnioną gliną i cegłą. Należy do większych tego typu konstrukcji w Wielkopolsce.

 

Kościół w Piaskach

Gostyń

Ciekawa była nasza droga do samego Gostynia. Zajechaliśmy na Świętą Górę do świątyni księży Filipinów, aby obejrzeć arcydzieło architektury i odmówić pacierz przy grobie otoczonego sławą świątobliwości księdza Wawrzyńca Kuśniaka, a następnie znaleźliśmy się u celu naszej podróży w Gostyniu. I my się tutaj zatrzymajmy na chwilę. Święta Góra, na której znajduje się Bazylika, była przedmiotem kultu religijnego już w średniowieczu. Pierwsze wzmianki na temat małej, drewnianej kapliczki, która kryła w sobie cudowny wizerunek Matki Bożej, pochodzą z 1468 roku. Pod koniec XVII wieku wzniesiono tutaj świątynię na wzór bazyliki Santa Maria della Salute w Wenecji. Przy budowie pracowali włoscy architekci Jan i Jerzy Catenazzi, tworzący także inne wybitne realizacje na terenie Wielkopolski. Kolejnym znanym architektem, który pozostawił tutaj swój ślad był Pompeo Ferrari, który w XVIII wieku dobudował olbrzymią kopułę z latarnią.

Bazylika w Gostyniu

Warto także pospacerować chwilę po miasteczku. Michał udał się w sprawie kupna powozu do znajomej mu i znanej w Wielkopolsce firmy Hilarego Różyckiego, a ja poszłam przejść się po mieście, w którym dawno nie byłam, poszukać jakichś drobnostek na upominki dla dzieci. Swego czasu po raz pierwszy byłam w Gostyniu ze stryjem kanonikiem jako kilkunastoletnia panienka. Stryj pokazał mi wtedy stojący na przedmieściu obok targowiska duży dom zwany tu Kasyno, w którym mieści się obecnie sala zebrań i biblioteka. Począwszy od grudnia 1835 roku odbywały się tu spotkania czołowych postępowych działaczy Wielkopolski. Radzono nad wieloma ważnymi dla naszego społeczeństwa sprawami; ze zbiorów bogatej biblioteki mogli korzystać wszyscy chętni.

Kasyno Gostyńskie

Wspominany obiekt to słynne Kasyno Gostyńskie, siedziba pierwszego stowarzyszenia pracy organicznej w Wielkopolsce. Po rozwiązaniu organizacji w 1846 roku przez władze pruskie obiekt przekazano Siostrom Miłosierdzia. Zbiory biblioteczne przekazane zostały w 1858 roku do Poznania i stały się zaczątkiem księgozbioru Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Budynek Kasyna przeznaczono z czasem na szpital i sierociniec. Dziś w rozbudowanym gmachu mieści się szpital, którego patronem jest Karol Marcinkowski lekarz, społecznik i filantrop.

Gostyń otrzymał prawa miejskie już w 1278 roku od księcia Przemysława, a kościół z wysoką na 40 metrów wieżą pochodzi z początków XV wieku. Stare miasteczko! Duch polski pozostał tu nieskażony i zwycięsko opiera się wrogiej sile pruskiej. Dlatego Prusacy szkodzą Gostyniowi, jak mogą i dotąd to ruchliwe miasteczko nie ma stacji kolei żelaznej. Stąd też i my musieliśmy tu przyjechać końmi, a nie szybką i wygodną koleją.

Fara w Gostyniu

Ostrowieczko

Po kilku latach Jasieccy zamieniają Polwicę na większy majątek, czyli Ostrowieczko, w którym doczekują pierwszej wojny światowej i odzyskania niepodległości. Jest to jeden z najpiękniej położonych majątków ziemskich, jakie w całej Wielkopolsce zdarzyło mi się widzieć. Od głównej drogi wiodącej ze Śremu do Gostynia w pobliżu malowniczo usytuowanego między jeziorami Dolska odchodzi w bok wspaniała, wysadzona lipami, dębami i jesionami szeroka aleja, która prowadzi do Ostrowieczka. Duży dwór dość stary, bo ponadsześćdziesięcioletni, ale w doskonałym stanie utrzymany, zbudowany jest na wzniesieniu, otoczony pięknym parkiem, który zbiega aż do sporego jeziora o czystym, piaskowym dnie. Park nieomal wielkopański, pełen różnorodnych drzew, z wytyczonymi alejkami. Przed samym domem są klomby kwiatów i ładny zajazd dla powozów. Dwór przeszło dwukrotnie większy niż w Polwicy, z wielki oknami, pięknymi schodami wejściowymi, gankiem z balustradą, dwoma ogromnymi salonami. Sama jego architektura znacznie bardziej wielkopańska niż małego dworku polwickiego. Zabudowania gospodarcze odpowiednie wielkością do majątku. (…).

(…) na wysokim parterze jest najpierw hall, następnie osiem pokoi, kredens, kuchnia, dwie spiżarnie, ubikacja i łazienka. Na prawo od wejścia urządziłam salonik zielony, a za nim salonik niebieski. Meble w tych pokojach są te same, co były w Polwicy. Z salonu niebieskiego wchodzi się do dużego salonu, w którym umieściłam nowe białe meble obite czerwonym pluszem. (…) Na wprost wejścia mieści się jadalnia z ciemnymi dębowymi meblami. Michał śmieje się że jadalnia jest tak duża, że można by w niej obrócić czwórką koni zaprzężonych do karety. Z jadalni drzwi prowadzą do kredensu i dalej do kuchni. Lewą stronę domu zajmuje sypialnia moja i Michała, pokój Busi i kancelaria, obok kancelarii nieduży ładny pokój, który przeznaczyłam dla naszego jedynego syna. Na piętrze mamy dwa pokoje gościnne, dużą łazienkę, pokój Stefci i Jani, pokój Maryńci i Jadzi, pokoik Bejmowej i mały pokoik z balkonem, który zajęła dla siebie Zosia. Dwór był miejscem wielu wydarzeń, w tym barwnych wesel, lecz po szczegóły odsyłam do książki. Rezydencja, mimo wielu przekształceń, do dzisiaj posiada wyraźne cechy klasycystycznej architektury. Elewację podkreślają pilastry wielkiego porządku. W osi frontowego ryzalitu umieszczono główne wejście. Ponoć mieści się tutaj baza noclegowa nazywana Willa Marianna- od imienia wymienionej wyżej bohaterki. Będąc jednak na miejscu spotkałem tylko zamkniętą bramę bez żadnej tablicy informacyjnej- może to przez pandemię Covid-19? Całość w bardzo dobrym stanie technicznym, park zadbany.

Dolsk

W końcu marca 1866 roku Józio był z wizytą u księdza Jana Wiśniewskiego w Dolsku pod Śremem. Dolsk to małe, ładne miasteczko, ożywione pod względem życia towarzyskiego i handlowego. Ksiądz Wiśniewski był człowiekiem bardzo towarzyskim i wielu panów gromadziło się na plebanii na partyjkę wista i na poważniejsze obywatelskie rozmowy. Szwagier mój bardzo chętnie jeździł do Dolska załatwiać różne sprawy majątku, w którym praktykował, a przy okazji wstępował zawsze na plebanię. Ksiądz pomagał także przy organizacji kółek rolniczych. Będąc przy plebani w Dolsku nie sposób pominąć gotyckiego kościoła pw. św. Michała Archanioła, znajdującego się naprzeciw plebani.

Dwór biskupi w Dolsku
Gotycki kościół w Dolsku

O Dolsku pojawiają się także późniejsze informacje, pochodzące po 1900 roku, czyli w momencie kupna majątku w Ostrowieczku. (…) polskie miasteczko Dolsk, liczące około 1800 mieszkańców, pięknie położone nad wielkim tysiącmorgowym jeziorem, w okolicy pagórkowatej i lesistej. Od XIII wieku Dolsk należy do biskupów poznańskich, którzy tu posiadają okazały pałac letni oraz domy wypoczynkowe dla księży z całej Wielkopolski. Wspaniały kościół gotycki góruje nad okolicą. W Dolsku jest wiele bogato zaopatrzonych składów, w ładnych prywatnych domach mieszkają różni dobrze znani społeczeństwu zasłużeni obywatele, kwitnie życie towarzyskie, zwłaszcza zimą odbywają się ożywione obywatelskie bale i kuligi. Na reduty przyjeżdżają rodziny ziemiańskie nawet z Królestwa. Wpływa to ożywczo na nastrój całej okolicy. Będziemy mieć w Dolsku dobry rynek zbytu na wszystkie nasze wiejskie produkty.

Koniecznie trzeba także odwiedzić cmentarz w Dolsku, gdzie pochowana została Róża Malinowska, mama Marianny. Na cmentarzu w Dolsku znajdują się również prochy głównych bohaterów książki złożone w grobie Róży Malinowskiej. Zostały one tam przeniesione po likwidacji cmentarza na poznańskim Dębcu. To kluczowe miejsce w naszej podróży, spoglądamy bowiem na grób osób, których zgłębialiśmy historię, uzmysławiając sobie, że to nie fikcyjne postacie.

Kórnik

W nastroju zadumy udajmy się dalej w drogę, ponieważ czekają na nas największe atrakcje turystyczne, doceniane także przez minione pokolenia. Drogą nad uroczym Jeziorem Kórnickim, podobną raczej do alei parkowej niż do zwykłej drogi, przejechaliśmy niewielką odległość z Bnina do Kórnika. Plan nasz był: zwiedzić zamek kórnicki oraz przejść się trochę po parku, obfitującym w rzadkie gatunki drzew i krzewów krajowych oraz egzotycznych. Michał już poprzednio załatwił drogą telefoniczną zezwolenie na odwiedzenie przez nas zamku, który nie zawsze jest dostępny dla odwiedzających. Odbudowany przez zmarłego w 1861 roku wielkiego obywatela naszego księstwa Tytusa Działyńskiego i wzbogacony przez jego syna też już zmarłego Jana Kantego piękny zamek kórnicki mało ma pomieszczeń mieszkalnych, a tylko biblioteki, zbrojownię, zbiory muzealne, upamiętniające przeszłość naszej ukochanej Ojczyzny. Tytus Działyński siły swoje całe i wielki majątek rodzinny poświęcił ocaleniu skarbów przeszłości dla potomnych. Był znany w Wielkopolsce jako wielce gorliwy członek Towarzystwa Pomocy Naukowej, popierał czynnie Ligę Polską, po 1848 oku był stale posłem na sejm berliński, gdzie wymownie i odważnie bronił praw naszych. Przyczynił się bardzo do powstania Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, popierając jego inicjatorów, Kazimierza Szulca oraz mego stryja księdza Malinowskiego. Sława Pana Tytusa dotąd jest żywa nie tylko w całej Wielkopolsce, ale i poza jej granicami. Zamkowi Kórnickiemu, jego opiekunom przyświeca dewiza autorstwa Tytusa Działyńskiego: Zachęcajcie naród słowem i przykładem do pracowitości, do umiarkowania, do gospodarstwa i przemysłu, tak, aby przyjazne chwile mogły nas zastać opatrzonych w dostatki, cnotę i męstwo, bo na tych stoi niepodległość narodu.

Zamek w Kórniku

Po kamiennych schodach weszliśmy na mostek nad fosą otaczającą zamek pierścieniem błękitnej wody. Po fosie pływały dwa cudowne łabędzie. Wprowadzono nas do zamku, w którym oglądaliśmy dawne zbroje, historyczne obrazy, znakomite dzieła sztuki, cenne meble, a przede wszystkim niespotykane zbiory starych ksiąg. Urzekającej piękności jest Sala Mauretańska na pierwszym piętrze oraz marmurowe schody. W sali jadalnej sufit tworzą kasetony z malowanymi herbami rycerstwa polskiego, które brało udział w bitwie pod Grunwaldem. Pokazano nam olbrzymi portret Teofili Potulickiej w białej koronkowej sukni, o zastanawiającym wyrazie czarnych przenikliwych oczu. Pokazuje się ona podobno w pomieszczeniach i otoczeniu zamku jako zwiastująca nieszczęście Biała Dama (o czym nam znowu opowiedział Józio Thomas, prawdziwa encyklopedia najróżniejszych wiadomości). Wykończenie wewnętrzne zamku nie ma sobie równych: parkiety tworzące najbogatsze desenie, obramowania drzwi i okien, stropy, sklepienia, filary. Wszystko to z miejscowych dębów, jesionów i buków, rękami miejscowych rzemieślników Polaków wykonane. Podobno w każdą niedzielę po nieszporach mieszkańcy Kórnika, miejscowi cieśle, mularze, stolarze, rolnicy odświętnie odziani spacerują po ogrodzie koło zamku po salach zamkowych, z dumą spoglądając na robotę ojców, która ku ich chwale przetrwa dalsze pokolenia. Po oglądnięciu skarbów kulturalnych i artystycznych zamku, po którym oprowadzał nas administrator majątku znajomy Michała i Józia pan Kochowicz, wyszliśmy na przechadzkę do nie mniej niż zamek wspaniałego parku. Kórnickie ogrody nie mają sobie równych w Wielkopolsce, a i za jej granicami niewiele się spotyka podobnych.

Kórnik

Zamek w Kórniku zachwyca i dzisiaj. Niewiele się tutaj zmieniło od ubiegłego stulecia… z wyjątkiem dostępności do obiektu, który pełni funkcję muzeum. Aby go zwiedzić nie są potrzebne żadne znajomości oraz telefony. Warto jedynie sprawdzić w Internecie aktualne godziny funkcjonowania placówki.

Koszuty

Odwiedzając Kórnik nie sposób pominąć innej perełki. W Koszutach mieszkali Kosińscy- przyjaciele Jasieckich, którzy często u nich bywali. Wybieramy się dzisiaj z Michałem na imieniny do państwa Kosińskich (…), na imieniny pana domu. Od wielu lat utrzymujemy ze sobą dobrosąsiedzkie stosunki i nawzajem składamy sobie życzenia, więc i w tym roku zaplanowaliśmy tę wizytę, jakkolwiek w listopadzie i to tak mokrym jak tegoroczna jazda polnymi drogami nie należy do przyjemności. (…) Państwo Kosińscy oczekiwali nas na werandzie obrośniętej dzikim winem i po serdecznym przywitaniu oraz wręczeniu solenizantowi pudełka cygar przeszliśmy do owalnego salonu, bardzo gustownie i elegancko urządzonego. (…) Nie będę szczegółowo opisywać podanych potraw i zastawy stołowej, powiem tylko, że moim zdaniem farsz indyka był nieco przesolony. Po deserze pani domu zaproponowała krótki spacer po parku, bo akurat przestało padać, a nawet trochę słońca błysnęło zza chmur. Nie bardzo chciało mi się ruszać z domu, bo obawiałam się o moje wizytowe pantofle, ale wypadało pójść, państwo Kosińscy bowiem pragnęli swoim gościom pokazać figurę Najświętszej Maryi Panny, jaką postawili w parku, aby w ten sposób okazać Matce Bożej wdzięczność za dwadzieścia lat wspólnego szczęśliwego pożycia małżeńskiego. Jeszcze tylko dodam, że wśród zgromadzonych gości obecni byli państwo Bogulińscy ze Środy, których poznaliśmy już wcześniej, a ostatnio spotkałam się z nimi w Kołobrzegu, gdzie spędziłam z dziećmi wakacje. Tych kilka godzin spędziliśmy bardzo miło, aczkolwiek odczuwało się brak młodzieży, która zawsze wnosi ze sobą ruch i humor. Jestem do tego w moim domu przyzwyczajona. No, ale państwo Kosińscy dzieci nie mają (…). Ciekawam, co stanie się z majątkiem po śmierci właścicieli. Jak wiadomo z historii po bezpotomnej śmierci Marii i Witolda majątek powrócił w 1928 roku we władanie rodziny Rekowskich. Następnie, już w 1941 roku zostali oni zostali wysiedleni przez Niemców, a wieś przekazano pod zarząd niemieckiej rodziny Kottke. Dzisiaj wspaniały dwór służy jako Muzeum Ziemi Średzkiej.

Dwór w Koszutach

Śnieciska

Ostatnim celem naszej podróży jest modrzewiowy kościółek we wsi Śnieciska, stanowiący parafię Jasieckich. Tutaj zataczamy pętlę i kończymy naszą podróż… albo dopiero zaczynamy- wedle uznania. Przy wysłużonym konfesjonale spowiadali się członkowie rodziny. Proboszczem za czasów Marianny był Ludwik Marszewski, ksiądz i lekarz, który leczył okoliczną ludność: ksiądz doktor Marszewski nigdy nie odmawia chorym, leczy za darmo i własnym wózkiem jedzie nieraz w najgorszą pogodę po kilka kilometrów, niosąc ulgę cierpiącym. Wpisów o tym miejscu jest kilka, szczególnie ciekawe są te wspominające o dawnych zwyczajach.

Kościół w Śnieciskach

Rano byliśmy w kościele w naszej parafii w Śnieciskach, każdy z dużą woskową świecą zwaną gromnicą, ubraną w białą wstążkę i gałązki mirtowe. Gromnicę zapala się, gdy ksiądz przychodzi po kolędzie lub do chorego, a także w czasie burzy, no i oczywiście przy śmierci i koło zmarłej osoby. Wśród ludu wiejskiego pokutuje do dziś przesąd, że jeśli uda się komu donieść palącą się gromnicę po poświęceniu z kościoła do domu, to w tej rodzinie nikt w ciągu roku nie umrze. Toteż każdy stara się dotrzeć do domu z palącą się gromnicą. Zależnie od pogody nie zawsze to jest łatwe. Zabawnie to wygląda, jak ludzie idący drogą osłaniają chustkami albo kabatami nikły płomyk świeci, byle po drodze nie zgasł.

Kościół w Śnieciskach

Na rezurekcji bywamy w Śnieciskach w pierwsze święto rano. Urządzana jest ona co roku z wielką paradą, tłumną procesją, obchodząca kościół trzy razy dokoła. W tym czasie chłopcy zwykle głośno strzelają prochem, a trzy dzwony kościelne rozgłośnie dzwonią.

Drogi miłośniku Wielkopolski, jest mi bardzo miło mi, że odwiedzasz moją stronę! Jeśli pomogłem Ci znaleźć potrzebne informacje, inspiracje do dalszych podróży lub po prostu spodobało się Tobie, to co robię, będę wdzięczny, gdy wesprzesz mnie stawiając mi wirtualną kawę. Takie wsparcie pomaga mi dalej kontynuować mój projekt.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Exit mobile version